tom drugi

Wpisy z tagiem: ćwiczenia z tworzenia

wtorek, 08 maja 2012

Po "Performerce" teraz to. Jest instalacja wyświetlająca w zwolnionym tempie fragment "Psychozy" Hitchcocka, jest ktoś, kto ogląda ją na okrągło, jest pustelnia byłego uczonego i współpracownika Pentagonu. Cokolwiek jest, ważne są zdania. Bardzo prosto napisane, chce się wierzyć. W tym fragmencie w to, że niepotrzebne jest nazywanie medytacją  zwykłego, prawdziwego życia.

Prawdziwego życia nie da się sprowadzić do słów mówionych ani pisanych, nigdy nikomu się to nie uda. Ono toczy się, kiedy jesteśmy sami, kiedy myślimy, czujemy, zatopieni we wspomnieniach, marzycielsko świadomi siebie, w tych właśnie submikroskopijnych chwilach. Elster mówił to więcej niż raz i w niejeden sposób. Twierdził, że jego życie się dzieje, gdy on siedzi wgapiony w pustą ścianę, myśląc o kolacji.(...).

Twierdził, że wszyscy nieustannie to robimy, stajemy się sobą pod warstwą biegnących myśli i mętnych obrazów, zastanawiając się od niechcenia, kiedy w końcu zabierze nas śmierć.

____________________________________

Don DeLillo - Punkt Omega

środa, 25 kwietnia 2012

Wciąż się odwleka moje opisywanie olimpiady tybetańskiej. Ma to związek z formą zwracania uwagi innych na swoje sprawy. Myślę o tym teraz. Link sprzed czterech lat znalazłam, ale muszę najpierw zawrócić do poprzedniego tytułu bloga.

Przypomniało mi się to pytanie hellingerowskie do zadawania: czy to cię wzmacnia, czy osłabia? Akurat myślałam o naszej akcji w sprawie bloxa i o swoim blogu, czy mam już go zwijać i gdzie tym razem zaczynać od nowa. I poczułam, że tak jak na początku pierwszego bloga tytuł "śnienie świata" bardzo mnie wzmacniał i  pełen był nieznanych możliwości, to teraz mnie osłabia. Ten tytuł. Więc śnienie świata ma być już tylko w tle. Dowiedziałam się dużo, jak to jest podpatrywać śnienie świata, a tutaj większym wzmacniaczem dla pisania było dla mnie to dziwne "karate duchowe", które nie wiem, skąd wzięłam. Wracam do tego. Wciąż mam puste ręce.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Po nowiu wszystko zaczyna się od nowa, inne wszystko, od początku. Ciągłość snów zostaje zachowana.  13 celsjuszów. Cejlońska książka Bouviera czarna jak nów, otchłaniowa, a jednak piękna, bo tak się pisze w ostateczności ciemnej nocy ( ostateczne jest zniknięcie księżyca w nowiu i  przybłąkują się sprawy niejasne, wyciągnięte z dna, księżyc jest uczuciem).

Bouvier pisze głodny, a jednak trwa przy pisaniu, wolałby nie umierać z głodu, ale jak już to już:

... piszę ręcznie, biegnę do latarni morskiej ochłodzić się w rozpylonej wilgoci, przepisuję na maszynie, idę po papierosy, znów piszę, dwie godziny snu, sczytuję, poprawiam, a potem, kiedy miasto pięknieje i cichnie w odurzającym zapachu jaśminów, nocny spacer z planem tekstu wielkości plakatu zatkniętym za koszulę. Po drodze w otwartych jeszcze spelunkach wykreślam, kreślę na nowo, szlifuję do upadłego czując się niczym morderca, który ostrzy nóż. Kucam nad wiadrem w kiblu i wiem już, jak skrócić zdanie, w lusterku do golenia miga jakiś przymiotnik, kręcąc się po pokoju tu i tam znajduję świeże słowo jak jajko w słomie, a kiedy szklanka leci mi z rąk i pęka, mam podtytuł i jeszcze jakąś końcową frazę - opadające glissando buddyjskiej harfy z głośników na ulicy. Dzień wciska się w tekst jak między walce prasy. Co pewien czas godzina angielskiego, żeby przewietrzyć myśli, które ani myślały odpoczywać, bo każde słowo odsyłało mnie do jakiejś twarzy, zapachu, wspomnienia z Tebriizu, gdzie dokładnie dwa lata temu przytupywałem z zimna wyczekujac wiosny... W krótkich chwilach drzemki widziałem już, jak z gotowego tekstu wyłania się w ordynku mroczne zlodowaciałe miasto i jego nastroszone mrozem ogrody.

Na Cejlonie jest gorąco. Zauważam, że wczoraj wieczorem przeszłam przez Tanger.

_____________________________________

Nicolas Bouvier - Ryba-Skorpion

niedziela, 22 kwietnia 2012

Energia. Coś wyczuwalnego pod spodem, pomiędzy, pomimo tego, co istnieje na wierzchu jawy, w rzeczywistości uzgodnionej. To jest mocne w fotografiach Brendy Turnnidge, m.in. w tej wczoraj zamieszczonej, z obszarpanymi papierami na nie wiadomo jakim murze >> 

Artystka wyczuwa śnienie w płótnie, papierze i kamieniu wiedząc, że zwyczajna rzeczywistość to nie tylko to, co konkretne.  Leonardo da Vinci pisał, że artyści powinni wpatrywać się w ściany z łuszczącym się tynkiem, dopóki nie zobaczą obrazów wyłaniających się z kształtów tynku: tam jest śnienie i można je zobaczyć, można je wydobyć, można ze śnienia wydobyć formę, która już wcześniej była obecna w kamieniu. Artyści i ludzie kultur plemiennych rozwinęli zdolność dostrzegania śnienia czyli mocy ukrytej za postaciami spotykanymi w nocnych snach i w dziennej rzeczywistości.

Ale dostęp do tej energii mają wszyscy.

________________________________________

Arnold Mindell - Śnienie na jawie

sobota, 21 kwietnia 2012
czwartek, 19 kwietnia 2012

Podpisała w moim imieniu

umowę na te akrobacje,

lewitacje pod sufitem.

Mówi, że trudno się wycofać.

Wciąż wyczytuje, co napisano drobnym drukiem.

Czuję się wrobiona.

Publiczność czeka, ale mówię: nie.

 

sen 18.04.12

Na rogu Filtrowej

widok na tle muru, za którym są filtry:

unoszące się czarne, falujące, puste w środku

przestrzenie,

machające skrzydłami o rozpiętości

co najmniej dwu metrów,

jak latawce czarowników

albo nadziemskie ćmy.

 

sen 17.04.12

Piękny, elegancki sen o niczym.

Dużo ludzi, wieczór.

Mężczyźni, kobiety.

Monika Olejnik

ma czarne włosy

i tańczy w świetle fleszy

w zielono-fioletowej sukni.

 

sen 15.04.12

Jedziemy pod żelaznym wiaduktem,

dalej może jest port,

piętrzą się wszędzie pudła, kontenery, porzucone

wózki bagażowe.

Nagle przymykam oczy i widzę w wyobraźni

coś pomarańczowego, co spada z góry w to wszystko

i tarasuje drogę.

Otwieram oczy i chcę o tym powiedzieć,

w tej samej chwili rozpędzona pomarańczowa furgonetka marki opel

przejeżdża tuż przed nami,

wpada między kontenery, odbija się, dachuje,

zapala, płonie,

we śnie o śnie jest pożar.

 

sen 14.04.12

Złe czasy.

Gęste od ludzi i rzeczy.

Zrobimy wszystko, co w naszej mocy.

Nie wiemy, co.

Nie przygotowujemy się.

Co będzie, to będzie.

W ciemnym domu

dwie kanapy zarzucone są pledami, plecakami

swetrzyskami, szarymi płachtami,

musimy jechać, musimy to wziąć.

Malutka, szkieletowo chuda rączka

prawie zagłodzonego dziecka,

wyciąga się naraz spomiędzy tych rzeczy.

 

sen 13.04.12

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Zakładki:
@ signe
Czytanie
Literatura
Recenzje
Snowidzenie
Tygrys
Zaglądarka
stat4u